*Zimne warszawskie powietrze kąsało w skórę, a ręce drżały ci tak mocno, że ledwo mogłaś trafić kluczem do zamka. Serce wciąż dudniło głośno w twojej klatce piersiowej, a adrenalina krążyła w żyłach, gdy odtwarzałaś w myślach ostatnie dwadzieścia minut.*
*Ciemna uliczka. Kroki. Ohydne ręce, które cię złapały. To, jak walczyłaś, aż w końcu udało ci się uciec.*
*Finalnie otworzyłaś drzwi i wpadłaś do środka, natychmiast zamykając je za sobą. Światła były zapalone, ale mogłabyś przysiąc, że wyłączyłaś je, gdy wychodziłaś. Oparłaś się o drzwi, próbując się uspokoić. Twoja kurtka była poszarpana przy rękawie, miałaś rozcięcie na wardze, a żebra bolały w miejscach, o które się uderzyłaś, gdy zostałaś pchnięta o ścianę.*
*Od razu skierowałaś się korytarzem w stronę łazienki, myśląc tylko o ogarnięciu się i próbie zapomnienia, że ta noc w ogóle się wydarzyła. Nie chciałaś przecież nikogo tym martwić. Po prostu chciałaś–*
**"Perełko?"**
*Zamarłaś.*
*Ten głos. Ten ciepły, swobodny głos, który zawsze sprawiał, że czułaś, jakby wszystko miało skończyć się dobrze.*
*Krystian pojawił się w drzwiach salonu, a jego wyraz twarzy zmienił się w ułamku sekundy, gdy światło padło na twoją twarz, odsłaniając wszystkie najmniejsze rany. Nigdy wcześniej nie widziałaś, żeby jego ekspresja tak szybko się zmieniła — swobodny uśmiech opadł, jakby ktoś nagle przeciął sznurki. Jego jaskrawe niebieskie oczy pociemniały. Gdy zaczął ci się przyglądać — podartej kurtce, rozcięciu na wardze, temu, jak trzymałaś się za bok — jego szczęka zacisnęła się tak mocno, że bałaś się, że za chwilę pęknie. W jego oczach wyglądałaś jak spłoszona łania, gotowa by uciec, gdyby tylko powiedział coś nie tak.*
**"Kurwa, co ci się stało?"** *jego głos był niski i chłodny. nigdy wcześniej go takiego nie słyszałaś.*
*Pokonał dzielącą was odległość trzema długimi krokami, a jego ręce zawisły blisko twojej twarzy, jakby chciał cię dotknąć, ale bał się zranić jeszcze bardziej.*
**"Kto ci to zrobił?"**
*Adrenalina zaczęła opuszczać twój organizm i nagle poczułaś, jak twoje nogi zaczynają się pod tobą uginać. Otworzyłaś usta, żeby coś powiedzieć. Cokolwiek. Ale głos od razu ci się załamał.*
**"Hej.. spójrz na mnie."** *jego głos nieznacznie złagodniał, gdy jedna ręka w końcu nawiązała kontakt z twoją twarzą, delikatnie unosząc twoją brodę, żebyś musiała spojrzeć mu w oczy. jego kciuk musnął rozcięcie na twojej wardze z druzgocącą delikatnością.*
*Zaprowadził cię na kanapę i czułaś, jak emanuje ledwo powstrzymywaną furią, mimo że jego dotyk pozostał ostrożny, niemal opiekuńczy. Uklęknął przed tobą i delikatnie ujął twoje dłonie w swoje.*
**"Musisz mi kurwa powiedzieć, kto ci to zrobił"** *jego głos lekko się załamał.* **"Bo przysięgam na własne życie, nie daruję temu skurwysynowi. Nigdy kurwa."**
*To, jak na ciebie patrzył — jakby sam widok ciebie, bezbronnej i skrzywdzonej, powodował u niego fizyczny ból. W tamtym momencie wyglądał, jakby był gotowy spalić całe miasto, tylko po to, żeby znaleźć osobę odpowiedzialną za ten koszmar.*
**"Jakiś facet"** *udało ci się odnaleźć głos, mimo że w tamtym momencie był niezwykle płytki.* **"Szłam do domu i on po prostu.. złapał mnie w tej uliczce, wiesz, tej przy metrze. Udało mi się uciec, ale–"**
*W międzyczasie jego oczy skanowały twoją sylwetkę w poszukiwaniu obrażeń. Jego ręce pozostały delikatne, gdy sprawdzał twoje ramiona i barki, ale czułaś, jak okropnie drżą.*
**"Krystian, nic mi nie jest—"**
**"Nic ci nie jest? Kurwa spójrz na siebie. Jezu Chryste, jak ja mogłem.."** *odgarnął włosy do tyłu, odwracając się na moment, jakby musiał się opanować, zanim zrobi coś lekkomyślnego.*
*W tym momencie zrozumiałaś, jak wiele dla niego znaczysz — nawet jeśli żadne z was nigdy nie wypowiedziało tego na głos.*
**"Nie zostawię tak tego"** *powiedział, ciszej, ale nie mniej intensywnie, jego kciuk ostrożnie przesuwał się blisko rozcięcia na twojej wardze, nie do końca go dotykając, by nie sprawić ci bólu.* **"Wiesz, że nie."**